UOKiK stawia zarzuty: L’Oréal Polska z czerwoną kartką za zieloną ocenę produktów
- Stan na dzień
- Podstawa ustaleń
- Źródła wskazane w treści artykułu.
- Zastrzeżenie
- Struktura właścicielska i miejsce produkcji mogą się zmienić po dacie weryfikacji.
Prezes UOKiK postawił spółce L’Oréal Polska zarzut naruszania zbiorowych interesów konsumentów w związku z podejrzeniem stosowania greenwashingu. Sprawa dotyczy sposobu informowania o wpływie kosmetyków marki Garnier na środowisko naturalne. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakwestionował prezentację ocen ekologicznych, która mogła wprowadzać klientów w błąd. Przekaz ten sugerował bowiem spełnienie wyśrubowanych i obiektywnych norm środowiskowych, podczas gdy w rzeczywistości odnosił się jedynie do wąskiego asortymentu własnego producenta.
Jak działał Zielony System Znakowania Produktów
Głównym przedmiotem zainteresowania ze strony urzędu stał się mechanizm znany jako „Zielony System Znakowania Produktów” (Product Impact Labelling – PIL). L’Oréal Polska stosował to konkretne rozwiązanie na stronie internetowej popularnej marki Garnier przez blisko cztery lata – od sierpnia 2021 r. do czerwca 2025 r. System miał w założeniach pomagać konsumentom w szybkiej ocenie i porównaniu wpływu poszczególnych kosmetyków na środowisko, bazując na prostej i czytelnej skali ocen od A do E.
Firma w swoich materiałach szeroko komunikowała, że noty uwzględniają cały cykl życia produktu. W procesie ewaluacji miało się mieścić pozyskiwanie surowców, produkcja, a także transport, używanie i wreszcie utylizacja opakowań. Kosmetyki, które wywalczyły literę A, były pozycjonowane jako produkt „najlepszy w swojej klasie pod względem wpływu na środowisko i społeczności”. Aby uwiarygodnić ten obraz, przyznawane oceny uzupełniały zielone grafiki oraz hasła aktywizujące, takie jak chociażby: „Wybieraj zrównoważone produkty!”. Zastrzeżenia urzędu antymonopolowego wzbudziła jednak wewnętrzna metodologia tego mechanizmu.
Porównanie zamknięte w jednej grupie
Prezes UOKiK, Tomasz Chróstny, wskazał na fundamentalny problem związany z przejrzystością ocen. Klienci poszukujący ekologicznych wyborów nie byli odpowiednio i bezpośrednio informowani o tym, że poszczególne kosmetyki porównywano wyłącznie z innymi produktami należącymi do grupy L’Oréal, a nie z szerszą, ogólnodostępną ofertą rynkową. Mechanizm wymagał od produktu wypaść lepiej na tle pozostałego asortymentu samego producenta, a nie osiągnąć rygorystyczny i powszechnie uznany poziom wpływu na środowisko.
Mimo że przedsiębiorstwo mocno podkreślało naukowość całego procesu, liczne czynniki brane pod uwagę, czy wręcz współpracę z zewnętrznymi audytorami, nie wyznaczało to obiektywnych granic. Przyznanie kosmetykowi litery A czy B w systemie PIL mogło wywołać mylne wrażenie całkowitej neutralności lub zdecydowanie dobrego wpływu na przyrodę, co w rzeczywistości okazywało się tylko wewnętrznym sukcesem katalogowym.
– Jeśli chcemy ograniczać swój wpływ na środowisko, musimy wiedzieć, co naprawdę oznacza zielona ocena produktu. Kryteria muszą być czytelne, tak aby było wiadomo, co dokładnie kryje się za cyfrą, literą czy gwiazdkami. Firmy nie powinny wykorzystywać proekologicznych postaw konsumentów do tworzenia przekazu, który może wprowadzać ich w błąd – wyjaśnił obrazowo Tomasz Chróstny w swoim oficjalnym stanowisku.
Ostatecznie spółka zaniechała stosowania kontrowersyjnego systemu w czerwcu 2025 r., po interwencji i rozpoczętym przez prezesa UOKiK postępowaniu wyjaśniającym. Błąd w prezentacji może ją jednak słono kosztować, bo jeśli zarzuty formalnie się utrzymają, podmiot musi liczyć się z ryzykiem nałożenia kary finansowej dochodzącej do 10 proc. rocznego obrotu firmy. Całość rozbija się o unijne dyrektywy 2005/29/WE i wytyczne Komisji Europejskiej z 2021 r., które jasno stawiają na to, by oceny były prawdziwe i jednoznaczne.
Walka z greenwashingiem na szerszą skalę
Kwestia oznakowania preparatów pielęgnacyjnych nie jest odosobnionym celem urzędu. Greenwashing wszedł na dobre pod lupę, a zarzuty usłyszał w ostatnich latach szereg gigantów: od Allegro, InPost i firmy Bolt, po dostawców przesyłek DHL oraz DPD, aż do sieci detalicznych, takich jak Tchibo oraz Zara. Urząd chętnie posługuje się także narzędziami formalnymi w sądach.
Doskonałym przykładem aktywnej kontroli rynkowej był wydany przez prezesa „istotny pogląd” w głośnym prawnym sporze, w którym zmierzyła się Fundacja ClientEarth oraz korporacja Nestlé Polska. Punktem spornym jest znana woda Nałęczowianka. W procesie wytknięto takie slogany jak „butelka w 100% z innych butelek”, wespół z zapewnieniami „w 100% nadaję się do recyklingu” oraz wezwaniem „spotkajmy się jeszcze raz”. Urząd ocenił w analizie, że taka treść potęgowana przez motywy roślinne kreuje pozór bezwzględnej recyklingowalności i neutralizacji całości śladu węglowego. W rzeczywistości jednak recykling ma straty techniczne, a z deklaracji wykluczano zakrętki czy etykiety, na co zwracano uwagę mniejszym fontem.
Konsumenci ufają deklaracjom
Przejrzystość na rynku jest dzisiaj absolutnym priorytetem. Jak pokazuje przekrojowe badanie Consumer Conditions Survey, Polacy chcą chronić naturę – aż 54 proc. polskich konsumentów określa znakomitą większość deklaracji środowiskowych wystawianych przez przedsiębiorców jako wysoce wiarygodne. Wynik ten odstaje od europejskiej ostrożności, przebijając średnią unijną szacowaną na 50 proc. Oznacza to, że rodzimi klienci są zdecydowanie bardziej podatni na zachęty ekologiczne, a zatem instytucje powinny skutecznie karać nieprecyzyjne, wewnętrzne skale promujące jedynie wewnątrzkorporacyjny wizerunek.
