Biedronka mówi „nie” importowi. Te owoce będą tylko z Polski
- Stan na dzień
- Podstawa ustaleń
- Źródła wskazane w treści artykułu.
- Zastrzeżenie
- Struktura właścicielska i miejsce produkcji mogą się zmienić po dacie weryfikacji.
Największa sieć detaliczna w kraju, Biedronka, podjęła decyzję o całkowitej rezygnacji z importu śliwek w trwającym sezonie, przestawiając zaopatrzenie swoich sklepów wyłącznie na owoce pochodzące z polskich sadów. Ruch ten oznacza istotną zmianę w strukturze asortymentu owocowo-warzywnego dyskontu w okresie szczytowych zbiorów. Skala sprzedaży prowadzona przez operatora pokazuje, jak dużym odbiorcą stała się sieć dla rodzimych plantatorów: od początku sierpnia klienci kupili już blisko 3 mln kg polskich śliwek, co odpowiada około 2,6 proc. całkowitej tegorocznej produkcji tych owoców w Polsce. Zamiast dostaw z południa Europy i Półwyspu Bałkańskiego w placówkach króluje obecnie węgierka zwykła, pozyskiwana bezpośrednio z najważniejszych krajowych zagłębi sadowniczych.
Od zagranicznej lepoticy do polskiej węgierki: ewolucja oferty
Odejście od importu stanowi kolejny etap tegorocznego zarządzania kategorią owoców pestkowych w sieci. Jeszcze na przełomie lipca i sierpnia, w początkowej fazie sezonu, w sklepach Biedronka można było znaleźć śliwki sprowadzane z zagranicy. W sprzedaży znajdowały się wówczas m.in. importowane śliwki premium pochodzące z Hiszpanii oraz Włoch. Wcześniej na półki trafiała również wczesna odmiana lepotica, sprowadzana z sadów w Serbii oraz Bośni. W owym okresie krajowe zbiory nie osiągnęły jeszcze wolumenu pozwalającego zaspokoić popyt generowany przez sieć handlową o tak dużej skali działania.
Sytuacja uległa zmianie wraz z wejściem w pełnię dojrzałości polskich drzew owocowych. Jak poinformował portal Interia Zielona, sieć definitywnie zakończyła sprowadzanie owoców z zagranicy. Głównym produktem w ofercie stała się węgierka zwykła. Choć jej zwyczajowa nazwa może historycznie kojarzyć się z rynkiem węgierskim, Biedronka zaznacza, że cały oferowany wolumen tej odmiany pochodzi bez wyjątku z krajowych gospodarstw, w których od pokoleń stanowi ona trzon towarowych upraw śliwkowych.
Zaplecze surowcowe: zagłębie grójeckie i zagłębie sandomierskie
Zapewnienie stabilnych, codziennych dostaw świeżych owoców do tysięcy sklepów bez posiłkowania się importem wymagało oparcia kontraktacji na regionach o największym potencjale produkcyjnym. Dostawy śliwek do sklepów Biedronka zostały zdominowane przez gospodarstwa działające w dwóch wiodących obszarach sadowniczych: zagłębiu grójeckim na Mazowszu oraz zagłębiu sandomierskim w województwie świętokrzyskim. Rejony te dysponują infrastrukturą logistyczną i przechowalniczą zdolną sprostać rygorystycznym normom standaryzacji towaru.
Wolumen blisko 3 tys. ton (3 mln kg) sprzedanych owoców od początku sierpnia potwierdza wysoką dynamikę rotacji na półkach. Co istotne, rezygnacja z importu nie jest dla sieci zjawiskiem zupełnie nowym, lecz rozwinięciem dotychczasowych działań. Już w poprzednim sezonie do sklepów Biedronka trafiło łącznie blisko 15 tys. ton śliwek, z czego aż 14,2 tys. ton stanowiły owoce pochodzące z polskich zbiorów. Oznaczało to, że w ubiegłym roku około 95 proc. śliwek sprzedawanych przez sieć miało pochodzenie krajowe. Tegoroczna decyzja zamyka ten proces, wprowadzając pełną wyłączność dla rodzimych sadowników w szczycie podaży.
Perspektywa rynku i sadowników: wolumen kontra ceny skupu
Przedstawiciele sieci podkreślają, że decyzja o wycofaniu importu wpisuje się w szerszą strategię kontraktacji owoców w czasie ich najwyższej dostępności na rynku. – Biedronka konsekwentnie stawia na lokalność, współpracując z polskimi dostawcami i zapewniając klientom dostęp do świeżych owoców najwyższej jakości w jak najbardziej przystępnej cenie. Dzięki wieloletnim, stabilnym partnerstwom z lokalnymi gospodarstwami jesteśmy w stanie wspierać rozwój rodzimej gospodarki – przekazał redakcji Interia Zielona Marcin Goździk, Menadżer Kategorii w Biedronce.
Dla samych producentów deklaracja sieci ma wymiar dwojaki. Z jednej strony możliwość zbytu potężnej masy towarowej w okresie spiętrzenia zbiorów ułatwia zagospodarowanie podaży i redukuje ryzyko pozostania z niesprzedanym towarem w chłodniach. Z drugiej strony środowiska sadownicze wskazują, że sam wzrost zainteresowania sieci handlowych polskim surowcem nie przekłada się automatycznie na satysfakcjonujące ceny skupu. Przy dużej podaży owoców na rynku presja cenowa ze strony dużych odbiorców pozostaje silna, przez co rentowność produkcji wciąż zależy od twardych warunków negocjacji kontraktów.
Elementem stymulującym sprzedaż były również bezpośrednie działania cenowe skierowane do konsumentów. W okresie wzmożonej podaży późnych odmian Biedronka zdecydowała się na znaczącą obniżkę ceny węgierki – promocja sięgała nawet 50 proc. i obowiązywała do 5 września. Pozwoliło to szybko rozładować nadwyżki podaży i zachęcić klientów do zakupów z przeznaczeniem na domowe przetwory.
Lokalność i polskie produkty spożywcze w strategiach sieci handlowych
Casus tegorocznej sprzedaży śliwek odzwierciedla szerszy trend widoczny w zachowaniach konsumenckich oraz strategiach zarządzania asortymentem w handlu nowoczesnym. Klienci coraz uważniej analizują oznaczenia kraju pochodzenia na etykietach, a polskie produkty spożywcze cieszą się niesłabnącym zaufaniem ze względu na krótszy czas transportu z pola na półkę i gwarancję świeżości. Skracanie łańcucha dostaw i eliminacja pośredników międzynarodowych stają się dla operatorów dyskontowych nie tylko atutem marketingowym, lecz także kalkulacją operacyjną.
Wszystko wskazuje na to, że do wyczerpania zapasów późnych odmian w krajowych chłodniach Biedronka utrzyma zaopatrzenie oparte wyłącznie na polskich sadach, co dla sadowników z Grójca i Sandomierza pozostanie kluczowym kanałem upłynnienia tegorocznych zbiorów.
