Od wielkiego sukcesu w Hali Gwardii po sprzedaż sklepów sieci Biedronka: jak rósł i upadł MarcPol
- Stan na dzień
- Podstawa ustaleń
- Źródła wskazane w treści artykułu.
- Zastrzeżenie
- Struktura właścicielska i miejsce produkcji mogą się zmienić po dacie weryfikacji.
W lipcu 2026 roku zmarł Marek Mikuśkiewicz, założyciel jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich sieci handlowych pierwszych dekad transformacji ustrojowej. Stworzony przez niego MarcPol zaczynał z ogromnym impetem, stając się w latach 90. potęgą na rodzimym rynku detalicznym i hurtowym. Ostatecznie jednak spółka nie przetrwała narastającej rynkowej presji, a jej losy – od ambitnej ekspansji w regionie po systematyczną wyprzedaż własnych placówek, które w 2014 roku kupiła m.in. Biedronka – stanowią cenną lekcję o bezwzględnej dynamice polskiego kapitalizmu.
Od Dworca Centralnego po Moskwę i Sofię
MarcPol należał do awangardy przedsiębiorstw, które na fali upadku PRL błyskawicznie budowały swoją pozycję. Ważnym kamieniem milowym było uruchomienie w 1993 roku dużego supermarketu oraz pomniejszych stoisk w stołecznej Hali Gwardii. Zarząd od początku wykazywał się sporym apetytem inwestycyjnym: spółka przebudowała podziemia Dworca Centralnego, otwierając w nim pionierski jak na tamte czasy sklep całodobowy. Równocześnie kreślono dalekosiężne, międzynarodowe plany, czego efektem było uruchomienie stacjonarnych placówek własnych aż w Moskwie oraz Sofii.
Zarówno lokalizacje, jak i profil działalności pokazywały, że celem inwestorów był status bezwzględnego hegemona. Błyskawiczny rozwój własnych punktów szybko przestał pokrywać rynkowe aspiracje, co popchnęło operatora na ścieżkę konsolidacji.
Rosnące przychody i agresywne przejęcia
Początek lat dwutysięcznych przebiegał pod znakiem polityki systematycznej akwizycji. W maju 2000 roku MarcPol wchłonął firmę Pekpol Detal, co z dnia na dzień zwiększyło gęstość sieci o 11 placówek. Dwa lata później kapitał został skierowany na rywalizującą sieć Robert, z której przejęto 10 dużych sklepów. Ówczesna sprawność logistyczna robiła wrażenie – w obu przypadkach włączenie obiektów w obieg własny i pełne uruchomienie sprzedaży zajęło niespełna dwa tygodnie.
Ta intensywna ekspansja silnie rezonowała w raportach finansowych. W latach 1998–2002 rynkowe przychody operatora urosły o ponad 250 proc. Format wielkopowierzchniowy nie miał wtedy w Polsce silnej konkurencji zagranicznej, co otwierało drogę do niepohamowanego wzrostu obrotów.
Kiedy zyski zamieniają się w straty
Dobra passa odwróciła się drastycznie zaledwie dekadę później. Na brutalnym rynku polskie supermarkety zaczęły lawinowo ustępować zoptymalizowanym pod kątem kosztów dyskontom. W 2014 roku ratunkiem dla topniejącej struktury miało być upłynnienie części majątku – firma na podstawie obustronnego porozumienia sprzedała 11 sklepów w obrębie województw mazowieckiego, łódzkiego oraz śląskiego bezpośredniemu właścicielowi sieci Biedronka. Gdy dyskutuje się o tym, czy Biedronka jest polska, analitycy bardzo często wspominają właśnie te specyficzne transakcje, w wyniku których portugalski zarząd przejmował kluczowe nieruchomości od słabnących rodzimych firm.
W 2015 roku zarząd zmuszony był zamknąć 2 niedochodowe sklepy. Choć jeszcze w styczniu 2016 roku oficjalne komunikaty starały się uspokajać sytuację zapowiedziami, według których celowano w otwarcie 8 nowych placówek, rynkowa rzeczywistość pisała inny scenariusz. Zamiast ofensywy zlikwidowano między innymi potężny obiekt zlokalizowany w punkcie Galeria Podkowa, który utrzymywano na tym terenie od 2013 roku.
Równia pochyła i ostateczna upadłość
Prawdziwa zapaść systemowa rozpoczęła się wiosną 2016 roku, gdy o sieci zrobiło się głośno ze względu na zatory płatnicze. Firma Bio Planet oświadczyła, że tworzy awaryjny odpis aktualizujący na spłatę zobowiązań, obawiając się ich nieściągalności, a niespłacone długi trafiły na rynkowe giełdy wierzytelności. Szybko zaowocowało to poważnymi konsekwencjami prawnymi, gdy do lokalnego sądu gospodarczego trafiły 4 oficjalne wnioski o upadłość – jeden z nich procedowała spółka Sawex, znana w tamtym czasie jako nadrzędny dostawca popularnej marki Britta.
Wydarzenia przyspieszyły drastycznie: w przeciągu paru miesięcy opuszczono około 30 supermarketów, co bezpośrednio przełożyło się na redukcję o połowę wszystkich ówczesnych sklepów sieci. Wewnątrz centrali dochodziło do chaosu zarządczego. Media ujawniły, że aż 60 proc. akcji posiadał podmiot KT System, wycofujący się jednak z obowiązków dofinansowania, powołując się na skrajne ryzyko. Sam Marek Mikuśkiewicz 5 kwietnia 2016 roku definitywnie stracił operacyjną kontrolę na rzecz wybranego walnie prezesa – stanowisko to objął Jacek Cegłowski.
Na horyzoncie pojawiały się kolejne spółki mające izolować ryzyko: odratowywaniem logistyki zajmowała się powołana zaledwie w kwietniu firma MarcPol Bis pod prezesurą Ewy Kraszewskiej (dysponująca kapitałem rzędu ledwie 5 tys. zł), a sam Mikuśkiewicz ewakuował się do podmiotu Markinvest SA. Co więcej, chociaż klienci nadal widywali charakterystyczne logotypy na niektórych witrynach, nadzór bezpośredni nad nimi realizowały zupełnie inne podmioty prawne (m.in. Sklepy Doroty Plus).
Reanimacja na nic się zdała. W pierwszej dekadzie maja majątek oficjalnie zabezpieczał powołany na to miejsce tymczasowy nadzorca sądowy, Tycjan Saltarski. Niespełna miesiąc później stery objął twardy zarządca przymusowy. Kres walki nastąpił oficjalnie i nieodwołalnie 6 czerwca 2016 roku, kiedy to warszawski Sąd Rejonowy przypieczętował całkowitą upadłość likwidacyjną spółki MarcPol SA, kończąc tym samym burzliwą historię stołecznego imperium detalicznego.
