UOKiK oraz Inspekcja Handlowa sprawdzają z czego powstaje odzież dziecięca: bawełna czy poliester?
- Stan na dzień
- Podstawa ustaleń
- Źródła wskazane w treści artykułu.
- Zastrzeżenie
- Struktura właścicielska i miejsce produkcji mogą się zmienić po dacie weryfikacji.
W pierwszej połowie 2026 roku UOKiK oraz Inspekcja Handlowa wzięły pod lupę jakość ubrań dla najmłodszych konsumentów na polskim rynku. Przeprowadzona na szeroką skalę kontrola, weryfikująca odzież dziecięca pod kątem rzetelności informacji dla kupujących, pokazała, że asortyment w sklepach potrafi kryć nieprzyjemne niespodzianki. Skala nieprawidłowości jasno dowodzi, że rodzice kompletujący garderobę dla swoich podopiecznych nie zawsze mogą w pełni ufać zawartości metek. Wyniki działań państwowych urzędów rzucają światło na praktyki branży odzieżowej, ujawniając zarówno drobne niedopatrzenia, jak i rażące przekłamania w składzie materiałowym sprzedawanych produktów.
Zasięg kontroli i sprawdzane marki
Przez pierwsze sześć miesięcy 2026 roku inspektorzy zweryfikowali blisko 1000 partii ubrań przeznaczonych dla dzieci do 168 cm wzrostu. Działania te obejmowały szeroki przekrój rynku odzieżowego – asortyment był weryfikowany u 166 przedsiębiorców. Były to zarówno podmioty zajmujące się produkcją, jak i hurtownicy oraz duże sieci sprzedające ubrania w detalu. Na liście skontrolowanych przez urzędników firm znalazły się między innymi tak popularne marki jak Coccodrillo, KiK, Pepco oraz Smyk.
Rozbudowana siatka kontroli miała na celu sprawdzenie najpopularniejszych elementów dziecięcej garderoby, po które opiekunowie sięgają na co dzień: bluzek, sweterków, spodenek, kurtek oraz bielizny. Skupienie się na ubraniach dla najmłodszych wynika z faktu, że skóra dzieci jest szczególnie delikatna i wrażliwa na materiały syntetyczne. Zatajanie faktycznych informacji o użytych do produkcji włóknach może zatem mieć bezpośredni wpływ na komfort użytkowania przez najmłodszych.
Plaga błędnego oznakowania produktów
Wstępna weryfikacja produktów na półkach sklepowych i w magazynach wykazała, że niemal co czwarta sprawdzona partia ubrań miała nieprawidłowości. Znakomita większość z nich sprowadzała się do błędów związanych z oznakowaniem. Sprzedawcy nagminnie nie przestrzegali ustawowego wymogu prezentowania składu surowcowego z zachowaniem kolejności malejącej udziału poszczególnych włókien.
Zamiast przejrzystej i czytelnej dla polskiego konsumenta informacji, urzędnicy często natrafiali na nazwy obcojęzyczne, co w świetle obowiązujących w naszym kraju przepisów jest praktyką niedopuszczalną. W efekcie na metkach pojawiały się takie zwroty jak „cotton” zamiast wymaganej nazwy „bawełna” czy „viscose” w miejsce poprawnego określenia „wiskoza”.
Kolejnym zjawiskiem zaobserwowanym przez inspektorów był wyraźny rozdźwięk pomiędzy deklaracjami w handlu elektronicznym a rzeczywistym produktem. Kontrole wykazały znaczące różnice pomiędzy informacjami o składzie danej odzieży podawanymi w ofercie online sklepu, a tymi faktycznie wszytymi przy doręczanym produkcie. Taka praktyka bezpośrednio uderza w konsumentów dokonujących zakupów na odległość, uniemożliwiając im podjęcie w pełni świadomej decyzji zakupowej.
Badania laboratoryjne: poliester zamiast bawełny
Najpoważniejsze uchybienia wyszły na jaw dopiero po przeprowadzeniu zaawansowanych testów w niezależnych ośrodkach badawczych. Do analizy w laboratorium wytypowano 113 partii ubrań, które sprawiały największe wątpliwości. Wyniki okazały się niepokojące – udowodniły one, że metka potrafi drastycznie zakłamywać fizyczne właściwości produktu. Skład blisko 1/4 z przebadanych laboratoryjnie partii różnił się od oficjalnej deklaracji producenta.
O ile w części przypadków niezgodności były relatywnie nieznaczne i sprowadzały się do kilku procent różnicy, o tyle niektóre przykłady stanowiły dowód skrajnego oszukiwania klientów. Ujawniono chociażby sytuację, gdzie dziecięca piżama, która według metki informacyjnej miała rzekomo posiadać 80 proc. bawełny, w wynikach testów okazała się uszyta w całości z poliestru. Niewiele lepiej zaprezentował się zbadany kardigan – choć producent deklarował, iż zawiera on 97 proc. bawełny, produkt ten miał jej mniej niż połowę. Tego typu „oszczędności” obniżają jakość użytkową ubrań dziecięcych, oferując materiały sztuczne pod płaszczykiem droższych włókien naturalnych.
Reakcja organów i konsekwencje dla branży
Podjęte przez państwowe organy kroki wymusiły na kontrolowanych podmiotach natychmiastowe reakcje naprawcze. Przedsiębiorcy, u których wykryto przewinienia, musieli wycofać ze sprzedaży wszystkie zakwestionowane ubrania. Równolegle producenci zostali zobowiązani do pilnego usunięcia nieprawidłowości na metkach oraz w sklepach internetowych. Ponadto podmioty oferujące odzież o zafałszowanym składzie materiałowym zmuszone są regulować również koszty przeprowadzonych nad nimi badań laboratoryjnych.
W świetle ujawnionych praktyk kluczowa staje się czujność samych konsumentów. Sprawdzanie jakości tkanin w samym tylko dotyku nie zawsze pozwala na wykrycie syntetycznych domieszek, dlatego regularne, wyrywkowe audyty niezależnych urzędów pozostają najlepszym mechanizmem dyscyplinującym rynek. Urząd poinformował, że bieżące kontrole odzieży dla dzieci wciąż trwają, co stanowi jednoznaczną przestrogę dla całej branży odzieżowej.
