Prezes UOKiK stawia zarzuty Google. Koncernowi grozi kara do 10 proc. obrotu
- Stan na dzień
- Podstawa ustaleń
- Źródła wskazane w treści artykułu.
- Zastrzeżenie
- Struktura właścicielska i miejsce produkcji mogą się zmienić po dacie weryfikacji.
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) Tomasz Chróstny postawił oficjalne zarzuty czterem spółkom z grupy Google w związku z podejrzeniem bezprawnego nadużywania pozycji dominującej w relacjach z polskimi wydawcami prasowymi. Postępowanie antymonopolowe koncentruje się na sposobie prowadzenia przez amerykański koncern negocjacji dotyczących wynagrodzenia za publikacje dziennikarskie wyświetlane w wyszukiwarce Google oraz usługach Google News i Google Discover. Według ustaleń polskiego regulatora, technologiczny gigant nie udostępniał wydawcom kluczowych danych ekonomicznych umożliwiających obiektywną wycenę treści, co uniemożliwiało partnerski dialog i prowadziło do narzucania jednostronnych warunków. W przypadku potwierdzenia zarzutów spółkom z grupy Google grozi kara finansowa sięgająca do 10 proc. rocznego obrotu.
Cztery spółki z grupy Google z zarzutami antymonopolowymi
Decyzja Prezesa UOKiK z 5 października 2026 r. jest bezpośrednim uderzeniem w architekturę korporacyjną koncernu. Formalne zarzuty naruszenia reguł konkurencji postawiono czterem podmiotom tworzącym strukturę cyfrowego giganta:
- Alphabet Inc – spółce dominującej całej grupy kapitałowej Google,
- Google LLC – podmiotowi wyspecjalizowanemu w usługach reklamowych, który w przeszłości zarządzał wyszukiwarką na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego,
- Google Ireland Limited – spółce obecnie operującej wyszukiwarką Google w granicach EOG,
- Google Poland – podmiotowi odpowiedzialnemu za bezpośrednią sprzedaż powierzchni reklamowej w Polsce.
Zakres odpowiedzialności poszczególnych podmiotów będzie przedmiotem szczegółowej analizy w toku postępowania, jednak łączna sankcja liczona od globalnych lub europejskich przychodów może osiągnąć bezprecedensowy wymiar finansowy.
Asymetria informacyjna i pozorne negocjacje stawek
Istotą interwencji UOKiK jest odmowa przekazania wydawcom informacji, które pozwoliłyby im rzetelnie ocenić opłacalność ofert przedstawianych przez Google. Z informacji zgromadzonych przez Urząd wynika, że właściciel wyszukiwarki nie przedstawił redakcjom m.in. wyliczeń wskazujących, w jaki sposób i w jakiej skali korzysta z artykułów prasowych, jakie generuje dzięki nim przychody z reklam ani jakie wskaźniki przyjęto w algorytmach kalkulacyjnych.
Brak tych danych wywołał głęboką asymetrię informacyjną. Wydawcy zostali postawieni w sytuacji, w której nie mogli zweryfikować założeń koncernu ani przygotować własnych, popartych twardymi danymi kontrpropozycji.
– Big techy nie mogą stawiać się ponad prawem. Przepisy jasno określają jakie informacje Google powinien przedstawić wydawcom, aby móc uczciwie rozliczyć się z nimi za treści, z których korzysta. Brak tych danych prowadził do sytuacji, w której negocjacje stawały się pozorne i zmierzały do narzucenia warunków przez rynkowego dominanta. Za takie działanie prawo ochrony konkurencji przewiduje karę do 10 proc. przychodów przedsiębiorcy – podkreśla Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Zjawisko „zero-click” i walka o przetrwanie tradycyjnych mediów
Konflikt na linii wydawcy–Google wynika z fundamentalnej zmiany sposobu dystrybucji i konsumpcji treści w internecie. Przeglądając wyniki wyszukiwania, użytkownicy coraz częściej poprzestają na zapoznaniu się z tzw. snippetami (fragmentami artykułów), nagłówkami w Google News czy kartami w spersonalizowanej usłudze Google Discover. Ruch ten w coraz większym stopniu zatrzymują również generowane automatycznie syntezy sztucznej inteligencji.
W efekcie internauci nie przechodzą na strony źródłowe gazet i portali. Choć to dziennikarze ponoszą koszty wytworzenia rzetelnego materiału, zyski z wyświetlania reklam wokół zagregowanych treści inkasuje operator platformy. Tę nierównowagę miała zniwelować nowelizacja prawa autorskiego z 2024 r., która wdrożyła unijną dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790 w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym (tzw. dyrektywę DSM). Prawo wprost przyznało wydawcom roszczenie o wynagrodzenie i nałożyło na platformy obowiązek przejrzystości, z którego Google – zdaniem UOKiK – w Polsce się nie wywiązał.
Podział ról: UOKiK bada konkurencję, UKE rozstrzyga o stawkach
Prezes UOKiK wyraźnie zaznacza granice swojej ingerencji. Urząd ochrony konkurencji nie jest stroną sporu finansowego ani arbitrem ustalającym cenniki za prawa pokrewne. W polskim systemie prawnym organem uprawnionym do mediacji oraz ewentualnego arbitralnego wyznaczenia wysokości wynagrodzenia – w przypadku braku porozumienia stron – jest Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE).
Rola UOKiK koncentruje się wyłącznie na zbadaniu, czy Google nie wykorzystał swojej monopolistycznej pozycji do wypaczenia procesu negocjacyjnego. Dominacja rynkowa nie jest w świetle prawa zakazana, lecz na podmiocie dominującym spoczywa szczególna odpowiedzialność za zachowanie warunków uczciwej konkurencji. Uniemożliwienie wydawcom partnerskich negocjacji sprawia, że mechanizm ustawowy wprowadzony w prawie autorskim staje się martwy.
Szeroki front przeciw dominacji Big Techów w Europie i Polsce
Działania polskiego urzędu wpisują się w szerszy trend regulacyjny na poziomie europejskim. Sprawa prowadzona przez UOKiK została ściśle skoordynowana z Komisją Europejską, która w grudniu 2025 r. wszczęła własne formalne postępowanie antymonopolowe wobec Google. Unijne śledztwo dotyczy jednak wykorzystywania treści wydawców do trenowania i zasilania modeli sztucznej inteligencji bez odpowiedniego wynagrodzenia i opcji sprzeciwu (opt-out), podczas gdy polski regulator bada mechanizmy w klasycznej wyszukiwarce oraz serwisach Google News i Google Discover.
Sprawa Google nie jest jedynym frontem otwartym przez UOKiK przeciwko gigantom technologicznym. W końcowej fazie znajduje się postępowanie antymonopolowe przeciwko koncernowi Apple, podejrzewanemu o naruszanie konkurencji pod pozorem ochrony prywatności użytkowników urządzeń mobilnych. Urząd prowadzi również postępowanie wyjaśniające wobec spółki Meta w sprawie modyfikacji sposobu prezentacji odnośników do publikacji prasowych na jej platformach społecznościowych. Postawienie zarzutów Google stanowi kolejny dowód na to, że relacje Big Techów z lokalnymi rynkami mediów znalazły się pod bezprecedensowym nadzorem państwowych regulatorów.
